Ostatni amerykański fullsize – Ford Crown Victoria

Redaktor Karol Chydziński o swoim samochodzie pisze:

Wydaje się, że właśnie majestatu Crown Victorii amerykańskim policjantom będzie brakować najbardziej, zresztą sam to widzę po swoim aucie. Po prostu przykuwasz uwagę przechodniów, kierowców, a kiedy pytają ile ma pojemności przewracają oczami, na wieść o ilości cylindrów chwytają się za głowy albo zazdrośnie zagryzają zęby. To auto, przez to, że jest tak dostojne i potężne, pojawiając się w jakiejś okolicy spełnia o wiele ważniejszą rolę niż model pościgowy, to przede wszystkim model prewencyjny. Każdy kierowca w Stanach wie - „don't fuck with them” - zdołasz mu uciec, jeśli cię nie staranuje, ale będziesz musiał grubo przekroczyć prędkość 200 km/h. Mało jest więc śmiałków którzy chcieliby mieć do czynienia z tym czołgiem.

 

Pamiętam, kiedy miałem pierwszy raz styczność z tym samochodem w Stanach. Wtedy nawet w najśmielszych marzeniach nie myślałem, że kiedyś sam takim będę jeździł, a przynajmniej nie w najbliższych latach. To było zupełnie coś innego niż w telewizji i filmach. W czasie swojego pierwszego pobytu w USA zupełnie na nowo odkryłem to auto, kiedy dostojnie się toczyło po ulicy, kiedy każdy nerwowo spoglądał gdzie skręcił szeryf, który pędził na sygnale ulicami. To auto ma coś czego nie ma żaden obecnie produkowany samochód – majestat. Jeżdżę Fordem Crown Victoria na co dzień i 29 kwietnia 2010 roku przypada trzecia rocznica rejestracji tego auta przeze mnie. Początkowo miałem obawy jak będzie z niezawodnością, bo kupowałem sercem, a nie rozumem. Nie byłem też pewny czy będzie mnie stać na utrzymanie tego kolosa. Nie miałem też żadnej wiedzy jak go przywieźć do Polski i ile będzie mnie to kosztowało. Teraz po tych trzech latach muszę powiedzieć, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Gdybym go nie przywiózł, zawsze bym tego żałował, jak jego poprzedni właściciel, który też był studentem na wymianie.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego ten samochód jest tak rzadki w Europie? Zadajcie sobie pytanie jak często widzieliście ten pojazd na drodze? Ja widziałem tylko jednego pod Konsulatem Amerykańskim w Krakowie oraz podobnego Mercurego Grand Marquis gdzieś na autostradzie, to wszystko.

Jeśli chodzi o użytkowanie, to najczęściej zadawanym mi pytaniem jest -ile on pali? Wyjaśniam więc, spalanie jest na całkiem rozsądnym poziomie, a na pewno pali mniej niż podobne Mercedesy czy BMW. W mieście to około 14-15 L/100km, a na trasie schodzi do 11 L/100km. Jeśli weźmie się pod uwagę gaz LPG, to koszty są po prostu śmieszne jak na tę klasę samochodu.

 

Awaryjność ? Wymieniałem już praktycznie wszystkie materiały eksploatacyjne, awarii jako takich nie miałem, raczej problemy typu zaśniedziała klema, styk. Więcej sobie nie przypominam. Przejechałem tym autem ok 60tys. km a na tzw. „budziku” widnieje przebieg - po przeliczeniu - 415 tys. km. Znawcy modelu twierdzą, że bez problemu silnik jest w stanie przejechać 400 tys. mil czyli około 650 tys. km, a znane są przypadki przebiegów powyżej 600 tys. mil bez remontu, to prawie milion kilometrów. Skrzynia biegów również jest wyjątkowo trwała i nic nie ma wspólnego z mitem jakoby automaty szybko się psuły. Jaka skrzynia z tradycyjnym sprzęgłem wytrzymałaby przebieg 400 tys. km? Na plus trzeba zaliczyć ceny i dostępność części, gdyż oryginały nawet po ocleniu są tańsze niż do europejskich aut. Przykładowo przedni reflektor po opłatach kosztuje 150 zł, komplet dobrych klocków, tarcz, poniżej 300 zł.

Wnętrze jest bardzo minimalistyczne i proste – są ignoranci którzy macają plastiki i mówią, że twarde – na tym kończy się ich znajomość motoryzacji. Ale w tym aucie będą rozczarowani, mimo ascezy materiały są dobrej jakości, twarde plastiki są w zdecydowanej mniejszości.

Zalety:

  1. Można wymienić żarówkę samemu. Dzięki szybkozłączkom w 10 sekund demontuje się cały reflektor i mamy wygodny dostęp do żarówki.
  2. Wyjątkowo obszerne fotele, które może nie wyglądają zbyt atrakcyjnie ale można rozsiąść się jak w domu. W tym fotelu kilkanaście godzin trasy jest niestraszne.
  3. Obszerny dostęp do osprzętu silnika, sporo miejsca żeby wsadzić rękę z kluczem. Nie trzeba demontować połowy silnika, żeby np. wyciągnąć pompę wody czy alternator, mechanik z pewnością to doceni.
  4. Ogromny bagażnik – kiedyś próbowałem to przeliczać z amerykańskich jednostek na nasze i wyszło 570 L. Wkładam do bagażnika narty o długości 162 cm i nic mi w kabinie nie wystaje.
  5. Klimatyzacja i ogrzewanie wręcz wzorowe, klima może nawet jest za mocna, gdyż nawet w największy upał zrobi lodówkę w aucie, co nie jest za zdrowe.
  6. Bardzo dobre i trwałe zawieszenie Heavy Duty, świetne na polskie drogi.
  7. Nie trzeba czytać żadnej instrukcji by móc jeździć tym samochodem.

Żeby nie było, że jestem ślepo zapatrzony w to auto, to wymienię też wady:

  1. Największą jest duża masa – fabryczny Interceptor waży 1900 kg. Mój został odchudzony ale mimo wszystko trzeba pamiętać, że nie tak łatwo zatrzymać tego kolosa i droga hamowania będzie dłuższa niż przeciętnego auta.
  2. Opony w rozmiarze 225/60R16 kosztują od 400 zł za szt.
  3. Wnętrze chyba jednak zbyt szare, choć łatwo je posprzątać i nie widać brudu. No ale taka specyfika i przeznaczenie tego wozu.

Podsumowując chciałbym dodać, że gaz LPG to wcale nie jest świętokradztwo dla silnika V8 jak twierdzą niektórzy. Dzięki temu, że nie wydaję majątku na benzynę mogę co dzień rano jadąc do pracy rozkoszować się bulgotem fał ósemki. Takie było moje marzenie, które udało mi się spełnić wcześniej, niż bym mógł spodziewać się tego w najśmielszych snach. Tego wszystkim życzę, by spełniali swoje motoryzacyjne marzenia.

P.S. Auto nigdy nie będzie na sprzedaż. Tak mawia moja narzeczona.

Zapraszamy gorąco do dyskusji na forum.

poprzednia strona

No Comments Yet.

Leave a comment