Piotr Betlej ?polski biker w najtrudniejszym wyścigu motocyklowym świata.


Na początek należy się Wam, drodzy czytelnicy, kilka słów wyjaśnień jako, że zastanawiacie się, dlaczego piszemy o tym wydarzeniu na portalu skupionym głównie wokół amerykańskiej motoryzacji. Start Piotra Betleja w wyścigach TT na wyspie Man przejdzie do historii jako pierwszy udział polskiego motocyklisty w tych zawodach. To nie tylko udział, to także przetarcie szlaków dla innych bikerów z kraju nad Wisłą, którzy dzięki ogromnej pracy całego teamu Betleja, mają teraz dostęp do informacji o wyścigu, o organizacji całego zaplecza tego wydarzenia, jakiego nigdy wcześniej nie mieli, przynajmniej w języku polskim.

To także popularyzacja Polski nie tylko na Isle of Man, ale także wśród motocyklistów z całego świata, którzy zjeżdżają tutaj co roku podziwiać zmagania kolegów lub brać udział w tej ogromnie wyczerpującej serii wyścigów, unikalnych w skali całego globu.

Kolejnym powodem, który zachęcił mnie do napisania tego tekstu jest fakt, że mieszkam na wyspie Man od wielu lat i podziwiam TT każdego roku, mimo, że nie bardzo interesuję się sportami motorowymi i ogólnie motorami. Tourist Trophy, bo tak brzmi rozwinięcie skrótu TT, to jednak wydarzenie takiej rangi, o takim rozmachu, trwające pełne 2 tygodnie, obok którego nie można po prostu przejść obojętnie. Udział Piotra Betleja w TT dał możliwość mnie i wszystkim innym Polakom na pełną satysfakcję i radość z oglądania wyścigów, bo mogliśmy kibicować „swojemu”. Podobnie jest z Robertem Kubicą, naszym rodakiem startującym w zawodach Formuły 1. Jego pojawienie się na torach wyścigowych całego świata przyciągnęło na trybuny i przed telewizory rzesze ludzi spragnionych podziwiania kierowcy z własnego podwórka. Porównanie Piotrka z Robertem nie jest tutaj przesadą, bowiem wyścigi TT to wydarzenie, mimo, że w Polsce jeszcze niezbyt popularne, w którym biorą udział tylko najlepsi z najlepszych bikerów świata, ale o tym więcej za chwilę.

Piotrka i jego Team udało mi się poznać osobiście w padoku TT. Cały zespół Motoświdnica Racing Team, mimo obowiązków i trudnych warunków mieszkaniowych (camper z namiotem), zawsze witał wszystkich odwiedzających kibiców z uśmiechem i chwilą na pogawędkę. W ostatni dzień pobytu ekipy na wyspie Man urządzono nawet skromnego grilla pożegnalnego, zresztą zaraz po wyścigu, który odbył się późnym popołudniem. Przyjazna atmosfera zarówno wewnątrz drużyny, a także podczas spotkań z kibicami, zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dlatego tym chętniej opisuję występ Piotra Betleja na 2011 Tourist Trophy na wyspie Man.

TT ma już ponad 100-letnią tradycję. Pierwszy wyścig rozegrano na wyspie Man w 1907 roku na innej, krótszej trasie niż ta, na której aktualnie ścigają się motocykliści. Z roku na rok wyścig ściągał coraz więcej zawodników spragnionych wrażeń, a w 1911 roku zmieniono trasę wyścigu na dłuższą i bardziej wymagającą. Poprowadzono ją po słynnej już Mountain Road ciągnącej się przez góry. W tym roku minęło 100 lat od pierwszego wyścigu po Mountain Circuit.

Trasa jest zawsze'oblepiona' widzami Każdy metr kwadratowy wyspy Man pokrywają motocykle Piotr Betlej podczas treningu Piotr oraz menadżer teamu Mariusz Kalista

 

TT jako jeden z nielicznych wyścigów na świecie odbywa się na publicznych drogach, które są zamknięte dla ruchu na ten czas. Warto wiedzieć, że w przeciwieństwie do znanych w Polsce dróg, które zazwyczaj posiadają z obu stron pobocze z rowem odwadniającym, a w najgorszym przypadku prowadzą przez las lub aleję drzew, na Isle of Man drogi bardzo często odgrodzone są od pól i domostw kamiennym murem wysokości 1-1,5 m. Z kolei w miejscowościach leżących na trasie często krawędź drogi wyznacza ściana budynków. Oczywiście wszystkie mury, budynki czy znaki drogowe w niebezpiecznych miejscach trasy są osłonięte wypchanymi sianem workami lub nowoczesnymi energochłonnymi osłonami, jednak mimo tego, trasa TT to jedna z najbardziej niebezpiecznych na świecie. Zagrożenie dla bikerów stanowią także strome zbocza na odcinku górskim oraz nierówna i wyboista nawierzchnia samej trasy. W tym wyścigu małe błędy kończą się często śmiertelnymi wypadkami, o czym świadczą statystyki. Średnio podczas dwóch tygodni trwania imprezy ginie w wyścigach 1,5 motocyklistów. W tym roku wypadkowi ze skutkiem śmiertelnym uległo dwóch bikerów na sidecarze (wyścigowy motocykl z platformą dla pasażera, który balansuje pojazd w zakrętach) oraz 33-letni Irlandczyk w wyścigu Supersport. Całości dopełniają śmiertelne ofiary wypadków na otwartych drogach, ponieważ ruch na wyspie Man jest bardzo duży, głównie z powodu kilku tysięcy motocyklistów, odwiedzających wyspę w czasie trwania TT.

Podczas jednej z naszych rozmów zapytałem Piotra jak czuje się na tej trasie. Usłyszałem od niego, że na TT Course nie można stosować zasady „ryzyk-fizyk”. Do każdego zakrętu należy się odpowiednio przygotować, pamiętając, że zaraz po nim następuje często kolejny zakręt zacieśniający. Na TT najważniejszy jest tor jazdy, tutaj nie ma miejsca na kombinowanie. Należy poznać trasę, zapamiętać nitkę przejazdu i z kolejnymi pokonywanymi okrążeniami zwiększać prędkość. Podobne rady można usłyszeć od doświadczonych zawodników, którzy chętnie dzielą się spostrzeżeniami z tzw. newcomerami (debiutanci na TT).

Aby dołożyć wszelkich możliwych starań w celu ograniczenia liczby wypadków do minimum, organizator TT dopuszcza do wyścigu tylko zawodników doświadczonych, a dla tych, którzy są tu pierwszy raz organizuje specjalny rekonesans trasy kilka tygodni przed zawodami. Nowi zawodnicy muszą także uczestniczyć w spotkaniach zaraz przed wyścigami, podczas których są jeszcze raz zapoznawani z trasą i niebezpieczeństwami, jakie na niej czyhają.

Festiwal TT rozpoczyna się co roku w ostatnim tygodniu maja. W pierwszym tygodniu odbywają się co wieczór treningi trwające 3 godziny, kolejny tydzień to już wyścigi. Rozgrywane są one w klasach Superbike, Superstock, Supersport i Sidecar na motocyklach o pojemności 600 i 1000 cm3. W ostatni dzień zawodów odbywa się najważniejszy wyścig – Senior TT Race, trwający 6 okrążeń. Zważywszy, że jedno kółko ma ponad 60,7 km bikerzy pokonują dystans ponad 360 km podczas niespełna dwóch godzin. Rekordowa średnia prędkość okrążenia to prawie 212 km/h, a na prostych odcinkach trasy dochodzi ona do ponad 300 km/h. Łatwiejsze, o ile wogóle można tak o nich mówić, są wyścigi trwające 4 okrążenia.

Namiot Motoświdnicy Zmęczeni bikerzy po treningu Pierwszy raz w historii polska flaga zawisła na trybunach Już w czasie treningów średnia to niemal 130 mph

 

Piotr Betlej startował podczas tegorocznego TT w dwóch wyścigach w klasie 1000 cm3. Jego pierwszy wyścig Superbike’ów odbył się już w sobotę, 4 czerwca przy pięknej pogodzie, zaraz po ostatnim dniu treningów. Wyścig trwał 6 okrążeń i sam Piotr przyznał, że po 4 okrążeniach miał już ochotę zejść z motoru. Ciągły balans ciałem, a przede wszystkim, z powodu dużych nierówności, konieczność nieustannej amortyzacji drgań, powodują bardzo duże zmęczenie mięśni, niespotykane na innych wyścigach motocyklowych. Piotr, jako jedyny newcomer w całej stawce, ukończył wyścig superbike’ów ustanawiając przy tym swój nowy rekord średniej prędkości przejazdu TT Course na 118 mph. Pierwsze kółko na treningach przejechał z prędkością 107 mph, co uczyniło z niego gwiazdę na padoku wśród doświadczonych bikerów, jako, że rzadko kiedy nowi zawodnicy przejeżdżają je tak szybko. Wyścig ukończyło 43 motocyklistów, a Betlej zajął w nim dobre 36 miejsce. Wygrał John McGuinness mający na swoim koncie już 17 zwycięstw w TT przed Cameronem Donaldem i Garym Johnsonem.

Po dniu odpoczynku odbyły się kolejne zawody, w tym wyścig Superstock TT. Niestety, ze względu na złą pogodę wszystkie zaplanowane wyścigi przesunięto o kilka godzin. Wyścig Piotra rozpoczął się ok. godziny 18.00. Krótszy, bo trwający 4 kółka Superstock udało się zakończyć na 29 pozycji wśród 43 zawodników, którzy dojechali do mety. Swoje drugie zwycięstwo w karierze zaliczył Michael Dunlop, za nim uplasowali się John McGuinness i ulubieniec publiczności Guy Martin. Piotrek podczas wyścigu poprawił swoją średnią prędkość przejazdu TT Course przekraczając 120 mph. Tego samego dnia, kilka godzin wcześniej, na Mountain Road zginął, wypadając z trasy, 33-letni Derek Brien z Irlandii.

W związku z szykowaniem wyjazdu na ostatnią chwilę, ponieważ zgodę na start Piotra organizator wydał dopiero w kwietniu, Motoświdnica Racing Team nazajutrz musiał się już zbierać w drogę powrotną do Polski. W poniedziałek wieczór zorganizowano spontanicznie grilla dla przybywających z gratulacjami kibiców. Piotrek witał gości ubrany jeszcze w kombinezon wyścigowy, jako że chwilę wcześniej zszedł z motoru. Cała ekipa była bardzo zadowolona z udziału w TT. Menadżer – Mariusz Kalista montował kolejną relację video z wyścigów, a reszta zespołu starała się ogarnąć przygotowanie do wyjazdu i znaleźć czas na rozmowy z fanami.

Piotrek studiujący wyniki po wyścigu Piotr chętnie rozdawał autografy Podczas wyścigu, Braddan Bridge Na Braddan Bridge po środku trasy stoi drzewo

 

Warto wspomnieć właśnie o relacjach video z wyścigów jakie przygotował team. Nie tylko przyjechali na TT żeby się ścigać. Świetnie zdawali sobie sprawę z tego, że są tu pierwszą ekipą z Polski, więc codziennie zbierali jak najwięcej wiadomości o TT. Piotr sprawdził się genialnie w roli dziennikarza, przeprowadzając wywiady z najsłynniejszymi zawodnikami i słynnymi osobami odwiedzającymi festiwal. Mariusz Kalista ze swoją kamerą wchodził wszędzie gdzie się dało, aby uchwycić genialną, słynną na cały świat, atmosferę tej imprezy. Telewizja North One, oficjalnie filmująca to wydarzenie, nie mogła wyjść z podziwu, że Motoświdnica już po godzinie od zakończenia zawodów, ma gotową profesjonalną relację.

Cały zespół wykonał kawał świetnej roboty. Zorganizowali oni wyjazd na wyspę, pozyskali sponsorów, przygotowali motor i wzięli udział w najbardziej wymagającym wyścigu motocyklowym świata. Wykonali swój plan w 200% zajmując dobre miejsca w dwóch wyścigach (w planie był tylko jeden) i przygotowując relacje z nich. Ktoś może stwierdzić, że miejsce w 3 dziesiątce to nic takiego, a jednak. W TT trzeba po prostu startować co roku przez kilka lat aby wejść do pierwszej dziesiątki. Tu można się ścigać tylko 2 razy w roku, a trasa jest bardzo trudna i wymaga wielokrotnego objechania jej. Do tego dochodzi fakt, że tutaj trzeba jeździć z głową, jeżeli chce się startować co roku. Każdy błąd często kosztuje życie, dlatego bardzo ważne jest rzetelne i cierpliwe poznawanie trasy, aby ścigać się z najlepszymi.

Piotr Betlej z zespołem osiągnęli wszystko o czym mogli marzyć, będąc tutaj pierwszy raz i przetarli szlaki otwierając wrota TT dla polskich bikerów. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku poza Motoświdnica Racing Team pojawi się tutaj kilka innych drużyn z kraju, bo Piotrek zapowiedział , że w przyszłym roku będą tutaj na pewno. Do zobaczenia na TT 2012.

 

Poniżej jeden z filmów zrealizowanych przez Motoświdnica Racing Team podczas TT. Polecam zobaczyć wszystkie dostępne na You Tube.
 

 

forum

 

galeria

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *