Road Runner – beep beep


Struś pędziwiatr z kreskówki Warner Bros

Road Runner – beep, beep, po czym następuje wystrzał jak ze sprężyny. Inni mogą tylko powąchać i zobaczyć kurz unoszący się w powietrzu. Więcej wiedzieć nie trzeba, ale jeśli to kogoś interesuje, to zapraszamy do lektury. 

Niby z nazwą wszystko OK, ale kto przy zdrowych zmysłach nazywa muscle cara imieniem bohatera znanej kreskówki, w dodatku oderwanej od praw fizyki? Struś Pędziwiatr, niezła bajka, w dodatku mało poważna…

W 1964 roku na rynek wszedł Pontiac GTO. Model ten natychmiast podbił ulice, stał się ikoną najszybszego muscle tamtych czasów. Chryslerowi nie pozostało nic innego jak przygotować odpowiedź. Opracowano projekt Plymouth GTX, którego nazwa bezpośrednio nawiązywała do głównego konkurenta. Auto bazowało na rozwiązaniach B-Body. Do stworzenia nowego modelu posłużył Plymouth Belvedere, z całym swoim luksusowym wnętrzem i najwyższej klasy wystrojem. Dla uzupełnienia, wsadzono tam najpotężniejszy silnik jaki Chrysler miał wówczas w ofercie (440 cid + czterogardzielowy gaźnik), by nowe auto mogło bez trudu rywalizować z GTO. To się oczywiście udało, ale młodzież postrzegała Plymoutha jako samochód dla emerytów. GTX był za grzeczny z wyglądu i za drogi jak dla zbuntowanej klienteli. Szef działu sprzedaży Robert Anderson zapytał jednego z dziennikarzy co ma zrobić, żeby młodzi zainteresowali się ich sportowym samochodem. Ten mu odparł, by wyrzucić z samochodu wszystko, co jest zbędne, wszystko, co zakłóca istotę samochodu, dodatkowo auto musi brzmieć tak, by zawstydzać innych. Anderson wziął sobie te oczywiste słowa do serca, bo sam był fanem motoryzacji w czystej formie.

Na warsztat wzięto model Belvedere II, dwudrzwiowy hardtop, z silnikiem 383 cid, przyjęto zastosować zawieszenie typu heavy duty i policyjne hamulce. Z założenia tak zbudowany samochód powinien się rozpędzać od 0 – 60 mph poniżej 7 sekund, a ćwiartkę "robić” poniżej 15 sekund. Ostatecznie, auto nie mogło kosztować więcej jak 3000 dolarów. W tamtych czasach Chrysler opanował połowę rynku pojazdów dla policji, więc wystarczyło tylko przejąć sprawdzone mechaniczne rozwiązania z innych modeli.

 

Plymouth Roadrunner 1968   Plymouth Roadrunner 1969 Plymouth Roadrunner 1968   Plymouth Roadrunner 1970

 

Pozostała sprawa nazwy dla nowego auta. Jaka nazwa będzie modna? Jak nazwać auto, by w nazwie był dynamit? Na rozwiązanie problemu wpadł jeden z asystentów w biurze projektów o nazwisku Gordon Cherry. Wbiegł on do biura głównego projektanta Jacka Smitha i zakomunikował mu, że znalazł idealną nazwę dla nowego modelu, która zawiera wszystkie cechy, którymi opisano nowo stworzone auto. Gordon zaczął opowiadać o postaci z kreskówki, gdyż Jack nie był na bieżąco w tym temacie. Chodziło oczywiście o strusia Pędziwiatra, oryginalnie nazywanego Road Runner, który był nieustannie prześladowany przez kojota Wille’go. Nie było nic szybszego na świecie niż Road Runner, Pędziwiatr nie dał się też nigdy dogonić, w końcu kreskówkowy bohater dysponował nieskończonym przyśpieszeniem. Jack po obejrzeniu kreskówki w telewizji od razu zakochał się w postaci Road Runnera i zrozumiał, że jest starym zgredem, bo w telewizji pojawiła się kolejna generacja seriali i kreskówek, które są śledzone przez rodziców ze swoimi pociechami. Młodzież bez problemu rozpoznawała tego bohatera.

Mniej więcej w tym samym czasie odezwała się agencja marketingowa, której zlecono poszukiwanie nazwy. Umówili się na prezentację, na której zaprezentowali swoje osiągnięcie… LAMANCHA. Man of La Mancha był wtedy hitowym musicalem. Wywołało to konsternację u szefa projektu. Pomyślał on, że z wymyślaniem nazwy postąpiono jak przy modelu GTX, czyli Pontiac powiedzmy LeMans… LeMa… Lamancha. Oczywiście przedstawiciele agencji marketingowej natychmiast zrozumieli, że Road Runner to jest to. Pozostała jedynie sprawa praw autorskich do Road Runnera, które należały do wytwórni filmów braci Warner. Po uzgodnieniu wszystkich szczegółów co do wizerunku strusia Road Runnera, który wciąż był bohaterem bajek dla dzieciaków, sprawa została załatwiona.

 

Plymouth Roadrunner 1969

 

 

 

 

 

 

 

Tak to było z nazwą dla tego auta. Wyjaśnijmy jeszcze, o co chodzi z tym wyglądem auta dla emerytów? W tamtych czasach mało który młodzieniec mógł sobie pozwolić na własny samochód. Idąc na randkę z dziewczyną pożyczało się wtedy auto tatusia, ale nawet w dzisiejszych czasach pokazanie się na imprezie jednym z aut, uznawanych jako "tatusiowe" i kapelusznicze uchodzi za obciach. Chłopcy, żeby zwiększyć autentyczność, że to ich auto, już na następnej ulicy ściągali chromowane kołpaki i wszelkie ozdóbki, dywaniki itp. Auto zyskiwało „bandyckiego” wyglądu i wyjaśniało, że to na pewno nie auto „starego”. Śmieszne, ale jakże autentyczne. Twórcy Plymoutha doskonale o tym wiedzieli, pozbyli się zatem zbędnych świecidełek, odchudzili auto o dywaniki, fikuśne tapicerki i wyrzucali wszystko co nie wpływało pozytywnie na przyśpieszanie. Auto wydawało się „gołe”, ale od razu było wiadomo do kogo jest zaadresowane. To twórcom Road Runnera nie wystarczało. Wpadli na pomysł, by auto miało klakson „beep beep” dokładnie tak jak było w kreskówce. Poproszono zatem wytwórnię filmów, by przysłała taśmę z nagranym dźwiękiem „beep beep”. W rzeczywistości był to ludzki głos, udający klakson. Jak teraz zrobić, żeby klakson naśladował dźwięk człowieka naśladującego klakson? Pierwsze dwie firmy bezradnie rozłożyły ręce, na szczęście trzecia, Spartan Horn Company dała nadzieję. Powiedzieli, że mają coś co brzmi podobnie ale… No właśnie było "ale", przede wszystkim cena za ten typ klaksonu była zbyt wysoka – ok. 45 dolarów, w tamtych czasach, w przeliczeniu na dzisiejszą wartość, to by było coś około 370 dolarów. Lekka przesada za klakson dla taniego auta. Nie wynikało to ze złej woli szybkiego zarobienia łatwych pieniędzy przez Spartan Horn Company, ale z tego, że oryginalny klakson był produkowany na potrzeby wojska do zastosowań podwodnych. Popracowano nad zbędnymi elementami, ale udało się zejść z ceny jedynie o 47 centów. Czasami mówi się trudno i bierze się to co jest. Czasu było niewiele, klakson dopiero co został umieszczony w dźwiękoszczelnym laboratorium by sprawdzić niezawodność tego elementu. W normalnym trybie testowania nie było mowy by zdążyć z klaksonem na premierę. Dogadano się z szefem laboratorium, który jeszcze nigdy nie zwolnił do produkcji ani jednego elementu bez przejścia wszystkich testów. To przecież był wojskowy sprzęt pracujący w wymagającym środowisku. Co niby mogło by mu się stać pod maską samochodu? Szef laboratorium zażądał pisemnego polecenia zwolnienia tego klaksonu do produkcji. Road Runner otrzymał stosowny klakson na czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *