Wolność wyboru


Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu światowy rynek motoryzacyjny był w niezłej kondycji. Producenci regularnie proponowali nam odświeżone modele samochodów, a co jakiś czas pojawiały się na rynku nowe firmy. Aktualnie jesteśmy jednak świadkami chyba największego kryzysu branży motoryzacyjnej zarówno w Europie jak i w USA. 

Wydaje się, że w Japonii jakoś sobie jeszcze radzą, choć pamiętamy dobrze o potężnej wpadce Toyoty, która musiała wycofać z rynku 8 milionów samochodów na przełomie lat 2009/2010. Natomiast w Azji, szczególnie w Chinach i w Indiach rynek motoryzacyjny rozkwita. Za Oceanem kryzys przybrał najpoważniejszą formę. Znikają znane i cenione marki samochodowe, choć nie do końca jest tak, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Nie są to potężne bankructwa dużych przedsiębiorstw, ale zimna kalkulacja konsorcjów samochodowych, które są ich właścicielami.

2010 Ford RangerJak wiemy w Stanach Zjednoczonych na rynku istnieją trzy duże firmy produkujące samochody: General Motors, Chrysler oraz Ford. Każda z nich zlikwidowała ostatnio jedną lub więcej należących do nich marek. Jest to podyktowane potrzebą skupienia uwagi klientów na określonej, wiodącej marce, która ma zapewnić byt całej firmie. Jednocześnie ogranicza się dzięki temu koszty działalności.

Najpoważniej w związku ze światowym kryzysem ucierpiał General Motors. W ciągu ostatnich lat firma zlikwidowała Saturna, Oldsmobile’a i Pontiaca. Podobnie postąpił Ford Motor Company, który zamknął Mercurego. Wydawałoby się, że tylko Chrysler Group jakoś uniknął poważnych komplikacji finansowych, pamiętać jednak należy, że to głównie dzięki mariażowi z Fiatem. Ofiarą czystek w Chryslerze padł Plymouth, choć jeszcze przed globalnym krachem, bo w 2001 roku.

Pomimo tego, że ilość marek samochodowych się zmniejszyła, a wraz z nią rozmaitość rynku, wmawia się nam, że jako konsumenci mamy ogromną możliwość wyboru, a prawo popytu zmusza producentów, w tym wypadku samochodów, do wytwarzania takich aut, na jakie jest zapotrzebowanie rynkowe. Czy naprawdę? Biorąc pod uwagę to, że od początku XXI wieku sprzedaż samochodów amerykańskich producentów w USA spada z roku na rok, rozsądnym krokiem wydawałoby się zwiększenie różnorodności wśród sprzedawanych pojazdów po to, aby przyciągnąć nowych klientów. Jest natomiast na odwrót. Porównując sytuację do złotych lat motoryzacji w Ameryce, aktualnie mamy do wyboru co najwyżej kilka modeli samochodów danego producenta.

2011 Ford FiestaChcesz kupić minivana? A może kompaktowego pickupa? Może chciałbyś jeździć dużym tradycyjnym sedanem lub kupić małe i niedrogie auto sportowe? Po 2011 roku to będzie niemożliwe. Wszak Ford będzie sprzedawał Fiestę w USA, a Chevrolet model Cruze, ale bez wersji z typowo sportowym, 2-drzwiowym nadwoziem coupe. Jeśli zdecydujesz się na Fiestę i zaczniesz dodawać opcjonalne wyposażenie, cena wzrośnie szybko do 20 tys. $. Nie jest to zachęcająca cena jak na tak mały model auta i niewielkie możliwości jakie oferuje.

Najczęściej za politykę ‘jeden rozmiar pasuje wszystkim’ krytykowany jest Ford. Można zrozumieć, w aktualnych okolicznościach, konieczność cięcia wydatków poprzez skracanie listy modeli jednak FoMoCo wycofuje się z sektorów, w których święcił sukcesy. Allan Murray, szef firmy zapowiada, że w ciągu kolejnych kilku lat liczba wszystkich sprzedawanych globalnie modeli ma zostać zawężona do 20-25. Przykładem jest mały pickup Ford Ranger, którego produkcja zostanie zakończona w przyszłym roku. Jaki samochód ma go zastąpić? Wspomniana już Fiesta? A może sporo większy F-150? Wzrastająca liczba protestujących właścicieli Rangera mówi co innego. Uważają oni, że przerwanie produkcji jest błędem i bez małego i przystępnego cenowo trucka wielu potencjalnych nabywców tego modelu pozostanie na lodzie. F-150 czy Fiesta nie są w stanie sprostać ich oczekiwaniom, poza tym zarówno GM jak i Toyota wracają aktualnie do produkcji kompaktowych półciężarówek. Zatem Ford sam sobie kopie grób rezygnując świadomie z tego segmentu aut. A przecież Ranger, mimo że od lat nie odświeżany przez designerów, stanowi najchętniej kupowanego pierwszego pickupa wśród Amerykanów. Jest to spowodowane świetną kombinacją opcjonalnych dodatków oraz niskimi kosztami utrzymania, które zachęcają do kupna nie tylko początkujących miłośników, ale także doświadczonych entuzjastów tych pojazdów.

2011 Ford Focus STPodobnie jest w segmencie samochodów sportowych. Są one zbyt drogie i skomplikowane, aby mógł sobie na nie pozwolić młody nabywca. Mustang już nie jest, tak jak kiedyś rynkową okazją, kiedy za niewielkie pieniądze dostawało się sportowe, szybkie i proste auto. Wydawałoby się, że model Focus ST może wypełnić tę lukę, jednak jest duże prawdopodobieństwo, że Amerykanie po prostu nie zaakceptują tego europejczyka, poza tym cena nadal będzie zbyt wysoka dla młodych klientów.

Nie inaczej jest na rynku pojazdów flotowych, który cechuje ciągłość zamówień i stanowi on bardzo istotne źródło dochodu dla producentów samochodów. Większość rządowych agencji, w tym amerykańska policja, według ostatnich informacji nie będzie zainteresowana zakupem nowego Forda Interceptora opartego na Taurusie, który ma zastąpić nieśmiertelną Crown Victorię. Z podobną krytyką spotyka się drugi model FoMoCo proponowany policji – Explorer. Po testach porównawczych przeprowadzonych we wrześniu przez policję w Michigan, Taurus Interceptor wypadł najgorzej w porównaniu z nowym Chargerem i Chevroletem Caprice.

2011 Dodge Charger PursuitTakże w przypadku firm wynajmujących samochody i limuzyny, których flota bazuje aktualnie głównie na Lincolnie Town Carze, powstał problem zastąpienia tego modelu, którego produkcja zostanie przerwana w przyszłym roku. Ford odpowiada, że na rynku limuzyn następcą Town Cara będzie Lincoln MKT. Dlaczego? Ponieważ model MKT sprzedaje się na razie bardzo słabo, więc należy coś zrobić żeby zwiększyć jego sprzedaż i zarobić na opłacenie inżynierów, którzy skonstruowali do niego nowy silnik V6 Eco-boost doładowany dwiema sprężarkami. Ford lokuje zresztą ten silnik we wszystkich swoich nowych samochodach, nawet do F-150. Mimo, że jest on bardzo wydajny właściciele wypożyczalni samochodowych martwią się i tak o wyższe koszty utrzymania modelu MKT porównując do Town Cara.

Spoglądając w przyszłość nie jawi się ona w różowych barwach dla nowych, ekscytujących samochodów zwracających na siebie uwagę, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę, że od 2015 roku, średnie spalanie paliwa wszystkich samochodów danego producenta nie może przekroczyć 35 mpg (6.7L/100km). Analitycy rynku w USA twierdzą, że te rygorystyczne limity spalania zwiastują rychły koniec takich samochodów jak Chevrolet Camaro, Dodge Challenger i Ford Mustang. Wydaje się więc, że będziemy już wkrótce mieli podobną sytuację, jaka zaistniała w latach 70-tych podczas kryzysu paliwowego. Ponowny koniec, wskrzeszonych zresztą niedawno, prawdziwych amerykańskich muscle carów. Największą niewiadomą jest jednak kolejna generacja Mustanga zapowiadana z okazji 50-lecia modelu na 2014 rok. Ford od jakiegoś czasu zapowiada, że ich najnowszy pony car wstrząśnie rynkiem motoryzacyjnym. Biorąc pod uwagę to, co aktualnie robią decydenci z konsorcjum Forda, aż strach sobie wyobrażać jaki naprawdę będzie nowy Mustang.

Jedna z futurystycznych wizji nowego MustangaW obecnych czasach, samochody stają się czymś na kształt urządzeń do poruszania się i sądzić można, że producentów samochodów w USA, a także na Dalekim Wschodzie nie interesuje sprzedaż niczego ponad to. Powinni oni przypomnieć sobie lata 70-te, w których segment samochodów dla ludzi młodych, pozwalających poszaleć i cieszyć się wolnością wcale nie odszedł w zapomnienie, pomimo że wielu starało się go ignorować. Rynek motoryzacyjny potrzebuje pięknych i szybkich samochodów, które nie tylko wożą nasze „cztery litery”, ale poza tym dostarczają frajdy pochodzącej z samej możliwości prowadzenia ich. Chevrolet, Dodge i Ford sprzedając takie samochody mogą sporo zarobić i zapewnić sobie dzięki temu rynkowy sukces i możliwość rozwoju. Nie wiadomo dlaczego amerykańscy producenci postępują więc na odwrót, zmierzając do produkcji tylko i wyłącznie nudnych i przeciętnych urządzeń do jeżdżenia, wymuszając przez to coraz większe znudzenie społeczeństwa tandetą. Miejmy nadzieję, że przynajmniej jeden z producentów aut w USA zauważy, że aby być konkurencyjnym na rynku trzeba zaproponować klientom coś innego niż dalekowschodnie firmy motoryzacyjne. Wtedy, być może obserwując jego sukces, kolejne marki pójdą w ślad za nim. Miejmy nadzieję.

Dyskusja na forum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *